Odnoszę wrażenie, że wielokrotnie już wyjaśniałam, dlaczego nie polecam projektów gotowych. Udostępniałam analizy, pokazywałam i omawiałam rozwiązania, które uznałam za kiepskie i mało przemyślane (a w niektórych projektach jest tego naprawdę sporo!). Co więcej, dla porównania pokazałam i omówiłam również koncepcję jednego z moich projektów.

Okazuje się, że dzięki temu, co robię, inwestorzy zaczęli poświęcać poszukiwaniom projektu znacznie więcej uwagi, a sporo osób zaczęło myśleć o projekcie indywidualnym. Bardzo się cieszę, że czas i energia, które poświęcam na pokazywanie i omawianie projektów, nie poszły na marne! Mimo wszystko jednak widzę, że niektóre osoby wciąż nie są przekonane. Wciąż pojawiają się pytania o to, dlaczego, kiedy polecam projekt, skupiam się głównie na projektach indywidualnych.

Wiem, że w internecie roi się od artykułów, które teoretycznie mają Ci pomóc zdecydować, który projekt wybrać – gotowy czy indywidualny. Problem jedynie w tym, że takie artykuły wcale nie pomagają podjąć dobrej, świadomej decyzji. Ich zadaniem jest polecenie gotowców. W większości artykułów jednym – a czasem jedynym – plusem wyboru projektu gotowego jest… niska cena projektu. Czy w takim razie powinniśmy uznać, że najważniejszym aspektem projektu jest jego cena!? Oczywiście, że nie. A mimo to właśnie cena jest jednym z najczęstszych powodów, dla których wybierany jest projekt gotowy. Dwa, trzy, a nawet pięć tysięcy złotych to nie dużo. Zwłaszcza, jeśli nie znasz kosztów opracowania adaptacji i projektu budowlanego lub, jeśli masz znajomego architekta, który zrobi to praktycznie za darmo…

Smutna prawda niestety jest taka, że na rynku pojawia się coraz więcej firm, które sprzedają projekty gotowe, a inwestorzy postrzegają to, jako możliwość większego wyboru. Podczas gdy, tutaj wcale nie chodzi o to, abyś miał większy wybór, tylko o to, żeby firma sprzedająca projekty miała zysk. Kalkulacja jest prosta:

sprzedaż – koszty = zysk

Dlatego, aby zarobić więcej, trzeba zwiększyć sprzedaż. A żeby zwiększyć sprzedaż, wystarczy obniżyć cenę.

Problem w tym, że zdarzają się naprawdę kiepskie projekty! Sama omawiałam projekt, który kosztował ok. 4 tysięcy złotych, nie miał wrysowanych kanałów wentylacyjnych, pokoje były porozrzucane po całej kondygnacji zamiast tworzyć wyznaczoną strefę funkcjonalną, a schody miały 40 cm szerokości!!! Dla osób, które nie widzą w tym nic dziwnego dodam, że według warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, minimalna szerokość użytkowa biegu w domu jednorodzinnym wynosi 80 cm. Taki projekt powinien trafić prosto do kosza na śmieci, jako kompletnie nieudana koncepcja. A dlaczego jest sprzedawany? Dlatego, że firmie sprzedającej projekty wcale nie zależy na jakości projektu, który sprzedaje, tylko na sprzedaży. Taka firma wie, że sprzedaje produkty kiepskiej jakości. Wie również, że nawet jeśli sprzeda wadliwy projekt, to za zmiany zapłacisz Ty, podczas adaptacji. Dlatego też nie opłaca się jej płacić za poprawki. Wygodniej jest sprzedać projekt w niższej cenie.

Jaki jest tego efekt!? Ten kiepski projekt będzie sprzedawał się częściej… bo oczywistym jest, że inwestorzy rzadko kiedy mają doświadczenie w projektowaniu. Dlatego też szanse na to, że wyłapią tego typu „babole” są stosunkowo małe.

Dlatego właśnie od kilku miesięcy poruszam temat projektów. I faktycznie, projekty typowe omawiam w kontekście kiepskich, nieprzemyślanych rozwiązań projektowych, a projekty indywidualne polecam. Powody są dwa. Po pierwsze, jako architekt projektujący znam proces projektowy od podszewki. Doskonale wiem jak powstaje koncepcja krok po kroku, od pierwszych założeń i szkiców, po wizualizacje i zatwierdzenie projektu koncepcyjnego. Po drugie właśnie dlatego, że jestem architektem, dostrzegam, że projekty typowe są po prostu fatalne! I mówiąc bardzo szczerze: według mnie nazwy gotowców to ich najbardziej kreatywny aspekt.

Czy w takim razie można uznać, że wszystkie projekty typowe są złe? Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć, odwracając je i poszukując odpowiedzi na pytanie: jaki projekt i jakie rozwiązania projektowe można uznać za dobre?

Dobry projekt, czyli jaki?

Pytanie teoretycznie bardzo proste, ale od razu trzeba zaznaczyć, że dla inwestora, czyli dla osoby nie technicznej, bez doświadczenia w projektowaniu, dobry projekt oznacza coś innego niż dla architekta. Inwestorzy dość zgodnie odpowiadają, że „dobry projekt, to projekt dopasowany do ich potrzeb i musi spełniać oczekiwania co do ilości pomieszczeń”. Wielu dodało też, że projekt musi być dopasowany do działki i mieć dobrze zagospodarowaną przestrzeń (czyli łatwo ustawne pomieszczenia). Dla inwestora, przyzwyczajonego do schematycznie zaprojektowanych domów, dobry projekt oznacza taki, który ma:

  • kuchnię „od wejścia”, czyli w frontowej części domu;
  • salon z jadalnią;

  • kotłownię w garażu, w której da się wygospodarować miejsce na pralnię;

  • no i trzy albo cztery sypialnie.

Wiem, że generalizuję trochę, ale w skrócie najczęściej to tak właśnie wygląda. Z kolei architekt nie wybierze gotowego rozwiązania, dostępnego w internecie od ręki. Nic w tym dziwnego! Ja też wolę zaprojektować dom od podstaw i od samego początku dostosowywać rozwiązania projektowe do preferencji użytkownika oraz – co ważniejsze – sposobu w jaki funkcjonuje, niż podpisywać się pod cudzym, napakowanym błędami, projektem!

Ankieta + moja opinia

Przygotowując ten wpis, poprosiłam inwestorów o odpowiedź na jedno pytanie:

Jakie są według Ciebie plusy i minusy projektów typowych?

Jedynym plusem, który pojawił się w odpowiedziach była możliwość zobaczenia efektu końcowego. Za to pojawiło się całkiem sporo minusów. Znaczna część się powtarzała, dlatego wymienię te, które pojawiały się najczęściej:

  • projekty typowe są mało funkcjonalne;

  • możliwość wprowadzenia zmian jest tak naprawdę mocno ograniczona;

  • rzuty są przekłamane, a meble pomniejszane;
  • pomieszczenia mają totalnie nieprzemyślane powierzchnie. W zasadzie nie da się zagospodarować.

Wracając do pytania z tytułu: Czy wszystkie projekty typowe są złe?

Żeby być zupełnie fair – przyznaję, że wszystkie projekty, które widziałam lub analizowałam i omawiałam, pozostawiały wiele do życzenia! Brakowało w nich jednej, bardzo ważnej rzeczy – PROJEKTOWANIA! I tak jak widzisz – sedno sprawy leży w tym, że projekt powinien być dostosowany do potrzeb użytkownika, a nie dopasowany!

Jednakże, aby móc dostosować rozwiązania projektowe do użytkownika, to inwestor powinien najpierw określić własne potrzeby. I znów – nie mam na myśli jedynie ilości pomieszczeń! Tylko o to, że przekopywanie internetu w poszukiwaniu „idealnego” projektu bez świadomości tego, jakie są Twoje realne potrzeby, jest stratą czasu!

Na koniec podzielę się z Tobą komentarzem, który jest niejako potwierdzeniem tego, o czym teraz piszę:

„U nas poszukiwania trwały około 8 miesięcy, spisaliśmy na kartce wszystkie cechy, które nasze dom musi spełnić, ale też takie, których nie zaakceptujemy […] z perspektywy czasu od razu poszlibyśmy po projekt indywidualny. Teraz jesteśmy bardziej świadomi, czego dokładnie nam potrzeba. Przez te 8 miesięcy dużo dowiedzieliśmy się o budownictwie, ale tez o sobie samych. Gdybym wtedy miała tę wiedzę, nie traciłabym już tyle czasu na szukanie tego jednego jedynego, stworzyłabym go od podstaw. Myślę, że kluczem jest poznanie wachlarza możliwości, by w ogóle wiedzieć, w czym możemy wybierać i dokładne poznanie swoich potrzeb oraz możliwości”.

Architekt pisze

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Odnoszę wrażenie, że wielokrotnie już wyjaśniałam, dlaczego nie polecam projektów gotowych. Udostępniałam analizy, pokazywałam i omawiałam rozwiązania, które uznałam za kiepskie i mało przemyślane (a w niektórych projektach jest tego naprawdę sporo!). Co więcej, dla porównania pokazałam i omówiłam również koncepcję jednego z moich projektów.

Okazuje się, że dzięki temu, co robię, inwestorzy zaczęli poświęcać poszukiwaniom projektu znacznie więcej uwagi, a sporo osób zaczęło myśleć o projekcie indywidualnym. Bardzo się cieszę, że czas i energia, które poświęcam na pokazywanie i omawianie projektów, nie poszły na marne! Mimo wszystko jednak widzę, że niektóre osoby wciąż nie są przekonane. Wciąż pojawiają się pytania o to, dlaczego, kiedy polecam projekt, skupiam się głównie na projektach indywidualnych.

Wiem, że w internecie roi się od artykułów, które teoretycznie mają Ci pomóc zdecydować, który projekt wybrać – gotowy czy indywidualny. Problem jedynie w tym, że takie artykuły wcale nie pomagają podjąć dobrej, świadomej decyzji. Ich zadaniem jest polecenie gotowców. W większości artykułów jednym – a czasem jedynym – plusem wyboru projektu gotowego jest… niska cena projektu. Czy w takim razie powinniśmy uznać, że najważniejszym aspektem projektu jest jego cena!? Oczywiście, że nie. A mimo to właśnie cena jest jednym z najczęstszych powodów, dla których wybierany jest projekt gotowy. Dwa, trzy, a nawet pięć tysięcy złotych to nie dużo. Zwłaszcza, jeśli nie znasz kosztów opracowania adaptacji i projektu budowlanego lub, jeśli masz znajomego architekta, który zrobi to praktycznie za darmo…

Smutna prawda niestety jest taka, że na rynku pojawia się coraz więcej firm, które sprzedają projekty gotowe, a inwestorzy postrzegają to, jako możliwość większego wyboru. Podczas gdy, tutaj wcale nie chodzi o to, abyś miał większy wybór, tylko o to, żeby firma sprzedająca projekty miała zysk. Kalkulacja jest prosta:

sprzedaż – koszty = zysk

Dlatego, aby zarobić więcej, trzeba zwiększyć sprzedaż. A żeby zwiększyć sprzedaż, wystarczy obniżyć cenę.

Problem w tym, że zdarzają się naprawdę kiepskie projekty! Sama omawiałam projekt, który kosztował ok. 4 tysięcy złotych, nie miał wrysowanych kanałów wentylacyjnych, pokoje były porozrzucane po całej kondygnacji zamiast tworzyć wyznaczoną strefę funkcjonalną, a schody miały 40 cm szerokości!!! Dla osób, które nie widzą w tym nic dziwnego dodam, że według warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, minimalna szerokość użytkowa biegu w domu jednorodzinnym wynosi 80 cm. Taki projekt powinien trafić prosto do kosza na śmieci, jako kompletnie nieudana koncepcja. A dlaczego jest sprzedawany? Dlatego, że firmie sprzedającej projekty wcale nie zależy na jakości projektu, który sprzedaje, tylko na sprzedaży. Taka firma wie, że sprzedaje produkty kiepskiej jakości. Wie również, że nawet jeśli sprzeda wadliwy projekt, to za zmiany zapłacisz Ty, podczas adaptacji. Dlatego też nie opłaca się jej płacić za poprawki. Wygodniej jest sprzedać projekt w niższej cenie.

Jaki jest tego efekt!? Ten kiepski projekt będzie sprzedawał się częściej… bo oczywistym jest, że inwestorzy rzadko kiedy mają doświadczenie w projektowaniu. Dlatego też szanse na to, że wyłapią tego typu „babole” są stosunkowo małe.

Dlatego właśnie od kilku miesięcy poruszam temat projektów. I faktycznie, projekty typowe omawiam w kontekście kiepskich, nieprzemyślanych rozwiązań projektowych, a projekty indywidualne polecam. Powody są dwa. Po pierwsze, jako architekt projektujący znam proces projektowy od podszewki. Doskonale wiem jak powstaje koncepcja krok po kroku, od pierwszych założeń i szkiców, po wizualizacje i zatwierdzenie projektu koncepcyjnego. Po drugie właśnie dlatego, że jestem architektem, dostrzegam, że projekty typowe są po prostu fatalne! I mówiąc bardzo szczerze: według mnie nazwy gotowców to ich najbardziej kreatywny aspekt.

Czy w takim razie można uznać, że wszystkie projekty typowe są złe? Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć, odwracając je i poszukując odpowiedzi na pytanie: jaki projekt i jakie rozwiązania projektowe można uznać za dobre?

Dobry projekt, czyli jaki?

Pytanie teoretycznie bardzo proste, ale od razu trzeba zaznaczyć, że dla inwestora, czyli dla osoby nie technicznej, bez doświadczenia w projektowaniu, dobry projekt oznacza coś innego niż dla architekta. Inwestorzy dość zgodnie odpowiadają, że „dobry projekt, to projekt dopasowany do ich potrzeb i musi spełniać oczekiwania co do ilości pomieszczeń”. Wielu dodało też, że projekt musi być dopasowany do działki i mieć dobrze zagospodarowaną przestrzeń (czyli łatwo ustawne pomieszczenia). Dla inwestora, przyzwyczajonego do schematycznie zaprojektowanych domów, dobry projekt oznacza taki, który ma:

  • kuchnię „od wejścia”, czyli w frontowej części domu;
  • salon z jadalnią;

  • kotłownię w garażu, w której da się wygospodarować miejsce na pralnię;

  • no i trzy albo cztery sypialnie.

Wiem, że generalizuję trochę, ale w skrócie najczęściej to tak właśnie wygląda. Z kolei architekt nie wybierze gotowego rozwiązania, dostępnego w internecie od ręki. Nic w tym dziwnego! Ja też wolę zaprojektować dom od podstaw i od samego początku dostosowywać rozwiązania projektowe do preferencji użytkownika oraz – co ważniejsze – sposobu w jaki funkcjonuje, niż podpisywać się pod cudzym, napakowanym błędami, projektem!

Ankieta + moja opinia

Przygotowując ten wpis, poprosiłam inwestorów o odpowiedź na jedno pytanie:

Jakie są według Ciebie plusy i minusy projektów typowych?

Jedynym plusem, który pojawił się w odpowiedziach była możliwość zobaczenia efektu końcowego. Za to pojawiło się całkiem sporo minusów. Znaczna część się powtarzała, dlatego wymienię te, które pojawiały się najczęściej:

  • projekty typowe są mało funkcjonalne;

  • możliwość wprowadzenia zmian jest tak naprawdę mocno ograniczona;

  • rzuty są przekłamane, a meble pomniejszane;
  • pomieszczenia mają totalnie nieprzemyślane powierzchnie. W zasadzie nie da się zagospodarować.

Wracając do pytania z tytułu: Czy wszystkie projekty typowe są złe?

Żeby być zupełnie fair – przyznaję, że wszystkie projekty, które widziałam lub analizowałam i omawiałam, pozostawiały wiele do życzenia! Brakowało w nich jednej, bardzo ważnej rzeczy – PROJEKTOWANIA! I tak jak widzisz – sedno sprawy leży w tym, że projekt powinien być dostosowany do potrzeb użytkownika, a nie dopasowany!

Jednakże, aby móc dostosować rozwiązania projektowe do użytkownika, to inwestor powinien najpierw określić własne potrzeby. I znów – nie mam na myśli jedynie ilości pomieszczeń! Tylko o to, że przekopywanie internetu w poszukiwaniu „idealnego” projektu bez świadomości tego, jakie są Twoje realne potrzeby, jest stratą czasu!

Na koniec podzielę się z Tobą komentarzem, który jest niejako potwierdzeniem tego, o czym teraz piszę:

„U nas poszukiwania trwały około 8 miesięcy, spisaliśmy na kartce wszystkie cechy, które nasze dom musi spełnić, ale też takie, których nie zaakceptujemy […] z perspektywy czasu od razu poszlibyśmy po projekt indywidualny. Teraz jesteśmy bardziej świadomi, czego dokładnie nam potrzeba. Przez te 8 miesięcy dużo dowiedzieliśmy się o budownictwie, ale tez o sobie samych. Gdybym wtedy miała tę wiedzę, nie traciłabym już tyle czasu na szukanie tego jednego jedynego, stworzyłabym go od podstaw. Myślę, że kluczem jest poznanie wachlarza możliwości, by w ogóle wiedzieć, w czym możemy wybierać i dokładne poznanie swoich potrzeb oraz możliwości”.

Udostępnij post!